“Nad morzem” ostatni wspólny film Brada i Angeliny

O tym filmie naczytałam się wiele. Recenzje miał raczej straszne: że niewypał, okropne dialogi, nudny, a twarz Angeliny jak maska i dziwnie wyglądający Pitt. Jolie miała silić się na kino europejskie w stylu lat 60 i 70 i ponoć wcale jej nie wyszło, bo historia miałka i nijaka. Wszyscy zgodnie chwalili piękne zdjęcia, klimatyczną scenografię i kostiumy (zwłaszcza koszule nocne Angeliny). Po czymś takim musiałam obejrzeć ten film. Akurat mieli go w Empiku w bardzo korzystnej promocyjnej cenie, więc czym prędzej kupiłam.

Bardzo mi się podobał. Owszem, że nie jest to historia na miarę europejskich gigantów kina. Może istotnie wytłumaczenie głębokiej depresji Vanessy nie jest satysfakcjonujące w stu procentach, ale trzeba brać pod uwagę fakt, że akcja filmu toczy się w latach 70., a wówczas sytuacja była trochę inna niż dzisiaj.

W “Nad morzem” mamy bardzo ciekawy, intymny dramat małżeński. On jest wypalonym pisarzem, ona starzejącą się byłą tancerką. Właściwie wszystko w ich życiu jest już “byłe”, choć nadal wydają się być piękni, nie tak znowu starzy i na pewno zamożni. Przybywają do mało uczęszczanego miejsca na wybrzeżu Francji (gra je brawurowo Malta), żeby w klimatycznym hotelu nad morzem spędzić trochę czasu. Roland chce napisać powieść, Vanessa wrócić do równowagi. Oboje mają chyba nadzieję, że ta podróż zbliży ich do siebie. Po kilku dniach pokój obok zajmuje młoda para w podróży poślubnej, którą zaczynają podglądać przez dziurę w ścianę. Czy to doświadczenie jakoś pomoże? Otworzy ich na siebie, czy wręcz przeciwnie spowoduje jeszcze większe rany i poczucie niespełnienia?

“Nad morzem” jest opowieścią o bólu i cierpieniu. Vanessa cierpi tak bardzo, że jest w stanie zniszczyć nie tylko siebie, ale i cały świat wokół. Wie jednak, że to nie przyniesie jej ulgi. Zemsta na życiu, nie zwróci jej szczęścia, które utraciła. Roland kocha ją do szaleństwa. Bardzo ciekawe jest w tym filmie studium zakochanego mężczyzny, który jest w stanie naprawdę wszystko wybaczyć i wszystko poświęcić. Jego miłość tkwi w drobnych gestach – gdy przekłada okulary żony szkłami do góry, aby się nie zniszczyły, gdy na nią patrzy. Wie, że tylko on potrafi kochać ją tak bezwarunkowo i w sumie za nic, prawie tak, jak rodzice kochają swe dzieci.

To film o różnych rodzajach miłości, jej ewolucji. Młoda para Francuzów, to miłość wczesnej fazy, namiętność, pierwsza fascynacja. Nasi bohaterowie, po kilkunastu latach małżeństwa tkwią w głębokim kryzysie. Właściciel baru, w którym Roland codziennie się upija, właśnie stracił ukochaną żonę, z którą był całe życie. Miłość zmienia się, trwa, ale nie ustaje. To ważna mądrość płynąca z tego filmu.

No i liczne symbole. Woda, wiatr, piasek. Rybak wypływający na morze i wracający z pustymi sieciami.

Zachwyciła mnie scenografia – piękne, wysmakowane wnętrza. Apartament Vanessy i Rolanda jest wręcz bajkowy – z wielkim tarasem i przestronnym salonem, gdzie przy otwartym oknie z widokiem na morze pisarz tworzy swoją wielką powieść. Wszędzie słońce filtrowane przez gęste firanki, przytłumione lekkie kolory, złoto, sepia. Barwy nienatrętne, naturalne. Piasek i morze. Piękno i ból. Jak w życiu.

Film niespieszny, bolesny i zmuszający do myślenia. Czy nudny? Na pewno nie.

No Comments

Leave a Comment