Popołudniowa kawa

Są obrazy, o których mam ochotę napisać całą powieść. A właściwie inspirują mnie, żeby napisać o nich jakąś historię, żeby stały stały się kanwą opowieści, poruszają wrażliwą strunę. Tak jest w przypadku “Popołudniowej kawy” Henri’ego Adrien’a Tanoux z roku 1888. Olej na desce, zbiory prywatne. Nawet nie wiem, kto jest właścicielem tego obrazu, a wierzcie mi – bardzo bym chciała. O samym malarzu także niewiele się dowiedziałam. Żył w latach 1865-1923 i malował obrazy zupełnie nie w moim stylu, jakieś naśladowania z Eugene Delacroixe’a, nagie odaliski, sceny alegoryczne, portrety (chętnie we wnętrzach), wszystko w jaskrawych kolorach. Widać u niego fascynację orientem i iście akademickie niewolnictwo w odwzorowaniu anatomii, mało tutaj pola dla wyobraźni, za to prawdziwa uczta dla oczu. Można popatrzeć tutaj Oczywiście żartuję, ale niezbyt cenię ten XIX-wieczny akademizm. Dlatego po prostu nie mogę uwierzyć, że tak zachwyciła mnie “Popołudniowa kawa”. Obraz ten właściwie mnie zaczarował.

Kobieta o włosach w kolorze szampana, zwrócona tyłem do widza. Patrzy w dal na łąkę i budynek świątyni. O czym myśli, nad czym duma? Może właśnie wróciła z przechadzki i zmęczona usiadła przy stole? Mogłaby świadczyć o tym parasolka niedbale porzucona u jej stóp i książka leniwie trzymana w dłoni. Ciekawe, co to za książka? Powieść? Tom poetycki? Może książeczka do nabożeństwa skoro z taką nostalgią wpatruje się w nieodległy budynek kościoła.

Na stole przed nią stoi prześliczna filiżanka z błękitnym wzorem, z parującą kawą. Obok pasujący do niej dzbanek. I jeszcze karafka. Stół jest zastawiony tylko dla jednej osoby. Na nikogo się tutaj nie czeka. A więc odpoczywa. Usiadła niedbale, zmęczona, bo suknia podwinęła się jej nieporządnie, ukazując obrąbek i jeden elegancki bucik. Nawet nie zadała sobie trudu, żeby to poprawić, co oznacza, że nikt jej tutaj nie zobaczy. Albo wcale jej na tym nie zależy, bo może jest smutna, zła lub rozgoryczona. Lub jest melancholiczką.

Co spotkało ją na spacerze? Może to była schadzka zakończona kłótnią, albo przechadzka, żeby sobie coś przemyśleć, rozjaśnić w głowie, podjąć jakieś decyzje. Albo po prostu – wyprawa po nic. Spacer znudzonej panny, która nie ma nic do roboty. Wzięła ze sobą książkę, żeby trochę poczytać po drodze i teraz siedzi utrudzona nad kawą, nudząc się jak mops. Nikt nie przyszedł, jest sama, bez towarzystwa, bez rozmowy.

A może to lubi?

Krajobraz jest taki piękny, nostalgiczny, wręcz chwyta za serce. Razem z nią wchodzimy do tego obrazu, na łąkę, przez bramę, idziemy w stronę kościoła. Oglądamy się. Tak. Teraz możemy dostrzec jej twarz. Kto to?

Obraz “Popołudniowa kawa” Henri Adrien Tanoux pochodzi z domeny publicznej i z wolnych zasobów Wikipedii

No Comments

Leave a Comment