Moje lektury w 2017

Pierwszym noworocznym zobowiązaniem była zmiana czytelniczej diety. Postanowiłam bowiem w tym roku stanowczo przeorganizować swoją listę lektur, wyrzucając z niej sporo pozycji popularnych. Z przerażeniem stwierdziłam, że w 2016 przeczytałam chyba ze trzy razy więcej książek spod znaku pop-litu niż czegokolwiek innego. Nie mówię, że od tego smak się psuje i gust niszczy, ale jest to zjawisko wysoce niepokojące. Zresztą chyba dojrzałam po prostu do takiego detoksu. W kryminale mało co naprawdę jest mnie w stanie zaskoczyć, więc nie muszę czytać wszystkiego, żeby się o tym przekonać. Będę wybierać wyłącznie to, co naprawdę w jakiś sposób przyciągnie moją uwagę. W związku z tym w nowy rok wkroczyłam z cyklem Pullmana „Mroczne materie”.  Teoretycznie jest to trylogia dla dzieci (młodzieży?) i polski czytelnik/widz zna ją z bardzo udanej ekranizacji pierwszej części zatytułowanej „Złoty kompas”. Oprócz niej są jeszcze dwie: „Magiczny nóż” i „Złota luneta”. Te przypuszczalnie już nie zostaną sfilmowane – „Złoty kompas” nie podobał się publiczności na tyle, aby się na to poważyć. Trudno się zresztą dziwić. Książki Pullmana są trudne. Nie pod względem językowym, czy fabularnym – wręcz przeciwnie, czyta się go doskonale, a akcja nie pozostawia niczego do życzenia: jest barwna, wartka i niezwykle przykuwająca uwagę. Chodzi raczej o skomplikowaną symbolikę i niełatwe przesłanie tych książek. Czym bowiem jest czas i przestrzeń, Bóg i autorytety, czym wreszcie jest kościół (książkowa Magistratura) i jego nauki? Pojawia się tajemnicza substancja zwana Pyłem, której pochodzenie jest trudne do wyjaśnienia, a która zagraża światu. Dość powiedzieć, że powieści wywoływały liczne kontrowersje ze strony kościoła, choć przykładowo arcybiskup Canterbury uznał, że Pullman w swoich książkach nie uderza w kościół i wiarę jako takie, ale krytykuje instrumentalne traktowanie religii, jako rodzaju narzędzia sprawowania władzy i wywierania presji na ludzi. 

Bohaterką cyklu jest dziewczynka, Lyra Belacqua, mieszkająca w kolegium Jordana w Oxfordzie. Akcja toczy się w świecie równoległym do naszego, podobnym, a jednak innym. Sztafaż jest wybitnie seampunkowy – mamy więc sterowce (aerostatki), dziwaczna urządzenia mechaniczne i matematyczne, niby króluje nauka i rozum, ale najwyższą władzę sprawuje Magistratura (kościół) i jej funkcjonariusze, a kolegium Jordana zajmuje się teologią eksperymentalną. Nie chciałabym jednak stwarzać wrażenia, że „Mroczne materie” to powieści teologiczne, przynajmniej nie w podstawowej warstwie – są to doskonałe książki przygodowe. Lyra ma misję do spełnienia – w „Złotym kompasie” musi ocalić uprowadzane z miasta w tajemniczych okolicznościach dzieci, a także pomóc swemu wujowi, mądremu i nieustraszonemu Lordowi Asrielowi, który na Dalekiej Północy bada zagadkową istotę Pyłu. W świecie Lyry każdy człowiek ma dajmona, który jest emanacją jego duszy. Dajmony są widzialne i przyjmują postać zwierząt, u dzieci mają jeszcze zmienne kształty, potem przybierają postać docelowego zwierzęcia, które w jakiś sposób wyraża cechy charakteru właściciela. Ciekawostką jest też tytułowy „złoty kompas” – aletheiometr, urządzenie, które nie pokazuje kierunku, a – prawdę. Lyra potrafi z niego czytać w sposób naturalny (nie potrzebuje do tego studiów), więc umie przewidzieć między innymi przyszłość.

Oprócz „Mrocznych materii” kończę też powoli „Mesjaszy” Spiro. To już oczywiście książka z całkiem innej bajki i półki. Węgierski autor, którego opowieść o polskim teatrze czasów Bogusławskiego, czyli „Iksowie” bardzo mi się podobała, tym razem wziął się za krąg Towiańskiego, czasy Wielkiej Emigracji i sprawę Mickiewicza. Wszyscy wiemy, jak niejasne były losy wieszcza w okresie fascynacji Kołem Sprawy Bożej, założonym przez Towiańskiego. Kim naprawdę był „brat Andrzej”? Mesjaszem? Szarlatanem, który tak naprawdę zniszczył naszego poetę? Jaką rolę odegrała Ksawera Deybel, kochanka Mickiewicza z tego okresu, różnie przestawiana w źródłach – jako demoniczny wamp lub bezwolna ofiara „braci”. Spiro jak zwykle napisał obrazoburczą powieść i doczekał się krytyki. Abstrahując od spekulacji i obyczajowych skandali związanych z erotycznym życiem Mickiewicza (a czemuż mu niby go odmawiać?) mnie najbardziej zainteresowało społeczne tło tej książki, czyli sposób, w jaki przedstawiona jest Wielka Emigracja i środowisko Hotel Lambert. Przyznam, że epoka romantyzmu nie należy do moich ulubionych, z wieszczów najbardziej cenię Słowackiego i to głownie za nurt genezyjski jego twórczości, więc niewiele wiem o tych czasach. Wydaje mi się jednak, że Spiro trafnie odmalował frustracje, marzenia i tęsknoty Polaków przebywających na wygnaniu. Powstanie upadło, a oni żyją we Francji z marnych rent i zasiłków już od wielu lat. Większość nie pracuje – nie znają języka, nie mają żadnego zajęcia. Wciąż czekają. Na co? Trudno powiedzieć. Na kolejne powstanie? Na przywódcę, który ożywi ich ideały, sprawi, że nabiorą chęci do życia? Na wiatr historii, który za nich dokona zmian i wyzwoli Polskę? Frustrują się i gorzknieją. Na taki grunt pada podatne ziarno Towiańskiego i jego „sprawa Boża”, tak rodzi się szaleństwo, nieomal fanatyzm. I w tym wszystkim jest ON – polski poeta, niekwestionowany przywódca duchowy narodu, autor „Pana Tadeusza” i „Dziadów”. Nie wziął udziału w powstaniu, teraz nie może już pisać, ale chce w jakiś sposób odwrócić niekorzystny bieg zdarzeń, odkupić winy, nawet wobec samego siebie. Bardzo ciekawa książka, trudna, wieloznaczna, świetnie napisana. Spiro otrzymał za nią „Angelusa” – jak najbardziej zasłużenie.

No i ostatnia porcja – lektury służbowe, czyli potrzebne mi do pracy. Tak, tak, rodzi się kolejny projekt, ale o nim na razie cicho-sza, a stos pozycji naukowych rośnie. Bardzo fajny temat, choć wszystko na razie w fazie wstępnego planowania i na pewno nie w tym roku. Ale może w przyszłym? Oby, oby…

O dalszych planach lekturowo-artystycznych – wkrótce.

Źródła okładek “Mroczne materie” Pullmana Wydawnictwo Albatros KLIK

“Mesjasze” Spiro Wydawnictwo W.A.B KLIK

Czasem jednak nie sposób przejść obojętnie obok kryminału 😉 teraz zainteresował mnie te którym patronują moje Zbrodnicze Siostrzyczki

 

 

No Comments

Leave a Comment