Uff premiera…

Szampan strzelił (właściwie to wypiłam kieliszek białego wina, bo nie cierpię szampana 🙂 i już po premierze. „Słoneczna przystań” poszła w świat. Tym razem nie było żadnej „oficjalnej premiery”, spotkania w księgarni, czy czegoś w tym stylu i może nawet lepiej. Dzień był wystarczająco zwariowany. Nie wiem, czy to przez to, że książka jest takim bestsellerem, czy dlatego, że Czytelnicy tak na nią wyczekiwali, to przez cały wczorajszy dzień po prostu nie nadążałam z odpowiadaniem na wiadomości fejsbukowe na jej temat. Próbowałam nawet policzyć, ile ich było, ale szybko się zgubiłam, poddałam i przestałam. Czytelniczki zamieściły tyle zdjęć z książką, że szkoda gadać, instagram pęka w szwach. Bardzo mnie to cieszy, a jednocześnie trochę zawstydza, bo ta książka żyje w oderwaniu ode mnie. Przynajmniej ja to tak widzę. Ma swój osobny świat w domach i w sercach moich czytelników. To bardzo miłe. Oczywiście, cieszą mnie miejsca na listach najpoczytniejszych tytułów, bo mam duszę sportowca (choć naturę lenia i sportów żadnych nie uprawiam, poza narciarstwem), ale tak naprawdę cieszy mnie zupełnie co innego. Często dostaję maile od Czytelniczek, że moje książki pomogły im w jakiejś ciężkiej chwili. Zwykle jest to pobyt w szpitalu, oczekiwanie na operację lub dłuższe leczenie. Umiliła czas, skróciła czekanie w kolejce. Powiem szczerze, że to mi udowadnia, że warto pisać i że to co robię ma sens. Wczoraj jedna z Czytelniczek napisała, że podobają jej się moje słowa ze „Słonecznej przystani” o rehabilitacji, iż jest to proces, a nie wyścig. Powinny jej zdaniem wisieć w każdym gabinecie rehabilitacyjnym. Nie wiem, czy aż powinny tam zawisnąć, ale miło mi, że komuś pomaga to, o czym piszę. Bardzo mnie to cieszy. Powiedziałam w jednym z wywiadów, że świat/życie daje nam wiele niemiłych prztyczków w nos i doskonale zdaję sobie z tego sprawę, chcę zatem, żeby literatura trochę te prztyczki łagodziła, działała jak balsam (stąd motto tej strony). Nie chcę tworzyć opowieści nieprawdziwych, cukierkowych, ale staram się, by nie było też w nich zbyt dużo goryczy. Bo wierzę, mimo wszystko, że świat nas kocha, a ludzie są dobrzy. Kiedy się im na to pozwoli.

Jestem bardzo ciekawa, czy podoba się Wam „Słoneczna przystań”.

Zdjęcia: Anthony Delanoix by unsplash (free photo) & Julita Pająk