W związku z premierą „Ciała” (1 marca 2017) chciałam Wam opowiedzieć nieco o tym projekcie, bo jest to mój ukochany kryminał. Lubię oczywiście wszystkie i do czytania każdego zachęcam, ale ten jest efektem moich szczególnych przemyśleń. Tak jak już wiecie z okładki i z zapowiedzi, wiedeńska historia opisana w powieści wiąże się ze sprawą „Kuśnierza” z Krakowa. Do tej dziwacznej i odrażającej zbrodni doszło w roku 1999, a w każdym razie w tym roku, w styczniu, z Wisły wyłowiono skórę zdjętą z ciała młodej dziewczyny. Makabryczne znalezisko zaczepiło się o śrubę barki pływającej w pobliżu stopnia wodnego na Dąbiu (dzielnica Krakowa). Mija już 18 lat, a sprawca wciąż pozostaje nieuchwytny. W tym czasie wokół tej zbrodni narosło wiele hipotez, teorii, a nawet mitów. Jest tak przerażająca, że ludzie nie przestają o niej mówić i myśleć.
W „Ciele” strzęp ludzkiej skóry zostaje wyłowiony współcześnie z Dunaju, a potem kawałki ciał pojawiają się w Kanale Dunajskim. Co to wszystko oznacza? Kim może być tajemniczy preparator i dlaczego to robi?
W mojej powieści wiele się mówi o sztuce, a szczególnie obrazach okrucieństwa w sztuce. Paulinę Weber, historyka sztuki i moją bohaterkę fascynuje ten temat. Wykłada na wiedeńskiej akademii, a jednym z jej ulubionych motywów są wyobrażenia anatomicznych Wenus. Były to XVIII-wieczne modele woskowe przedstawiające kobiety, zwykle bardzo piękne, starannie uczesane i umalowane, przekrojone wzdłuż dla zaprezentowania organów wewnętrznych. Modele wystawiano w szklanych gablotach przypominających kryształowe trumny. Wenus Medycejską opisaną w pierwszym rozdziale powieści można zobaczyć w Josephinum, czyli muzeum anatomicznym w Wiedniu. KLIK
Paulina Weber pasjonuje się także sztychami przedstawiającymi anatomię, na przykład takimi KLIK oraz różnymi wyobrażeniami męczeństwa św. Bartłomieja w sztuce. A św. Bartłomiej był ukazywany ze skórą w dłoni… Mam nadzieję, że już rozumiecie, jak zawiązuje się ta historia. Okrutnej sztuki i okrutnego życia.
Śledztwo prowadzą były mąż Pauliny, wiedeński policjant Max Haas i sprowadzony z Krakowa konsultant, Henryk Mach, policyjny analityk. Max drażni swoją arogancją, Henryk niepokoi swoją neurozą.
Dokąd zaprowadzi ich dochodzenie? Do dziwacznych i czasami niesamowitych miejsc – artystowskich kawiarni, loftu nad kanałem, ale też w miejsce, do którego sama się bałam wejść, czyli do miejskich kanałów burzowych. Podczas ostatnich targów książki w Warszawie, wydawnictwo Filia nakręciło film ze swoimi autorkami. Zadano nam kilka pytań. Jedno z nich brzmiało mniej więcej tak: „co zrobiłaś dla reaserchu?” (w domyśle: czego byś już nie chciała powtórzyć). Właśnie to. Razem z moją przyjaciółką Martą Guzowską, której w tym miejscu i momencie bardzo dziękuję za tę i inne wyprawy po Wiedniu oraz wielkie wsparcie, wybrałyśmy się na zorganizowaną z przewodnikiem wycieczkę po kanałach. Dziwne niepokojące uczucie. Smród, poczucie przytłoczenie, strach. Przewrotnie powiem – polecam. Gdyby ktoś chciał KLIK
No i dojechałam do ostatniego: Wiedeń. Zapytacie – czemu za miejsce akcji wybrałam Wiedeń? Odpowiem w taki sposób – a czemu nie? Od dawna marzyłam, żeby umieścić tam fabułę którejś z moich książek. Uwierzcie mi – Wiedeń jest idealny dla kryminału. 
Serdecznie zapraszam do lektury „Ciała”, mam nadzieję, że dostarczy Wam tyle emocji, ile mnie przyniosło pisanie tej książki.
No, a całej powieści patronuje mój ulubiony poeta Arthur Rimbaud, który napisał w „Liście jasnowidza” (cytowanym zresztą w książce): „Ja – to ktoś inny”. No tak, ja to ktoś inny – Iga Horn. Stąd na zdjęciu głównym, ilustrującym ten wpis Rimbaud, absynt i „Ciało”. Częstujcie się! (Jakby to dziwnie nie zabrzmiało).