Bardzo często odpowiadam na pytanie o miejsce, w którym najlepiej mi się pisze. Czy jest to kanapa w salonie, dębowe biurko w gabinecie, a może chadzam do biblioteki i tam pisuję swe mroczne kryminały?
Otóż nie. Większą część „Nocy zimowego przesilenia” napisałam na kanapie w kuchni (tak, tak, jest u mnie taki wynalazek, bo ja najbardziej lubię siedzieć w kuchni i słuchać RMF Classic), ale najbardziej dramatyczne rozdziały „Nocy” powstały właśnie tutaj. W sierpniu ubiegłego roku.
Był upał taki, że klapki spadały z nóg. Piłam wodę z cytryną i skradałam się wraz z Arturem Załuskim na zamek w Przegorzałach. U niego spadł właśnie śnieg, ja prażyłam się w słońcu.
Scenę finałowej rozmowy Artura z Glassem w jego domu na Karłowicza także napisałam któregoś sierpniowego dnia.
Szanowni Państwo – przedstawiam: oto moje pisarskie miejsce, nasz dom letniskowy w Tylmanowej nad Dunajcem.
Dom należy do moich Rodziców, ale rządzimy się w nim, jakby był nasz, na co Rodzice szlachetnie pozwalają.
Tylmanowa jest miejscowością w Gorcach położoną 7 km od Krościenka nad Dunajcem i jakieś 35 od Nowego Targu.
Bardzo piękna wieś, rozmieszczona – mogłoby się wydawać – wzdłuż ruchliwej drogi Nowy Sącz-Nowy Targ. Nic bardziej mylnego! Każda niepozorna dróżka w górę od głównej szosy kryje oddzielne osiedle. Każde ma swoją nazwę. Jest więc Buciorówka, Hardopadły, Piszczki, Kozielce, Ziemianki, a nawet Burdele (tego ostatniego, nie ma zresztą na tabliczce, ciekawe dlaczego?).
Nieodległa góra Bliszcz (Błyszcz) to przepiękne miejsce, gdzie można wybrać się na wędrówkę. Na położonych ponad naszym domem Średnich Łąkach prowadzących na Lubań mieszkał ongiś baca-czarodziej, który leczył wszystkie choroby!
Krościenko nad Dunajcem stanowi z kolei centrum naszego życia. Dość powiedzieć, że znają nas tu wszyscy i gdy pojawiamy się w maju oznacza to, że sezon się zaczyna.
Miejscowa biblioteka, do której oddaję wszystkie egzemplarze recenzenckie książek, które dostaję do opisania na portalu Zbrodnicze Siostrzyczki kiedyś była dla mnie miejscem do korzystania z interenetu (teraz mamy swój!), kiosk Laura na Rynku to źródło gazet – to oczywiste, ale właścicielką jest miejscowa malarka Elżbieta Adamczyk-Pastello i w kiosku można podziwiać jej prace (fantastyczne).
Na obiady chodzimy „do uczniów”, czyli do restauracji prowadzonej przez uczniów szkoły gastronomicznej a na lody do słynnej Marysi, której wyroby zostały uznane przez „Gazetę Wyborczą” za najlepsze w całym województwie i pisze o nich nawet Wikipedia!
Mam tutaj tutaj ulubiony sklep z bułkami, ulubiony sklep „ze wszystkim” o dźwięcznej nazwie „Pewex”, ulubiony sklep odzieżowy i nawet dentystę (pozdrawiam swoją drogą!).
No jak? Zachęciłam do Tylmanowej i Krościenka? Idą wakacje!

